Forum Dołącz do nas - zarejestruj się! Uwaga! Ten serwis używa cookie -więcej-
» Polskie ekipy szosowe

s24.pl > Kolarstwo > Polskie ekipy szosowe

Źródło:  "s24.pl"
Wtorek, 24 maja 2016

s24.pl/Dariusz Krzywański Bałtyk-Karkonosze Tour 2016 przeszedł do historii

(Fot. s24.pl/Dariusz Krzywański)
Bałtyk-Karkonosze Tour już za nami. Bez wątpienia wyścig był emocjonujący i do końca trzymał w napięciu, bo sprawa zwycięstwa rozstrzygnęła się dopiero w niedzielę. Z radością możemy ogłosić również, że za nami dobra etapówka w wykonaniu polskich drużyn, a o to było ostatnio bardzo ciężko.

Już pierwszego dnia ścigania można było zauważyć, że zarówno ekipa CCC Sprandi Polkowice, jak i Verva ActiveJet przyjechały do Kołobrzegu po to, by walczyć o końcowy sukces. W składzie ”pomarańczowych” aż roiło się od rasowych górali, natomiast Piotr Kosmala zabrał ze sobą dwój dobrych wspinaczy oraz całą rzeszę ”młodych wilczków”, która jest głodna sukcesów. Do tego dochodziła jeszcze zawsze groźna ekipa Domin Sport pod wodzą Wojtka Pawlaka, gdzie jechał choćby Kamil Zieliński.


Niestety 24. edycja wyścigu rozpoczęła się tragiczne. W nocy z poniedziałku na wtorek zmarł twórca i dyrektor sportowy imprezy Janusz Maceluch, który odszedł w wieku 73-lat. Pamięć o założycielu Bałtyku towarzyszyła wszystkim uczestnikom każdego następnego dnia zmagań, ale w końcu trzeba było rozpocząć ściganie. 17 maja w centrum Kołobrzegu zmagania zainaugurowało kryterium uliczne po ulicach miasta. Po żółtą koszulkę sięgnął Maciej Paterski, który wraca do swojej optymalnej formy i już niebawem powinien nawiązać do swoich wyników sprzed roku.

Na następnych etapach nasi kolarze mieli problem, aby stanąć do równiej walki ze sprinterami. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że Johim Ariesen w Polsce co roku prezentuje się znakomicie. Holender na czterech pierwszych etapach, które były dedykowane sprinterom wywalczył dwa zwycięstwa i dwa drugie miejsca, ale cały czas pilnował czuba peletonu, jechał bardzo mądrze taktycznie i po raz kolejny udowodnił, że nasz klimat bardzo mu odpowiada. Walkę w Wielkopolsce był jedynie w stanie z nim nawiązać Niemiec - Maximilian Beyer. Bardzo utalentowany 22-letni torowiec po zwycięstwa etapowe sięgnął w Opalenicy i Zbąszynku. Trzeba także powiedzieć, że dla tej dwójki nasi zawodnicy byli jedynie tłem. Niejako usprawiedliwieni mogą być kolarze CCC, którzy już drugiego dnia stracili chorego Eryka Latonia. Mimo to zawsze mieliśmy jakiegoś zawodnika na podium etapowym, przez pierwsze cztery dni byli to – Kacper Gronkiewicz, Maciej Paterski i Adrian Banaszek.

Sytuacja zmieniła się o 360% w niedzielę. Przed południem w Kowarach odbyła się jazda indywidualna na czas pod Przełęcz Okraj, która niejednokrotnie rozstrzygała o losach zwycięstwa w Bałtyk-Karkonosze Tour i tak było w tym roku. Stojąc na trasie, gołym okiem można było dostrzec, że w Karkonoszach znakomicie czują się Polacy. Przeciętna 27.294 km/h i pierwsze miejsce dla Mateusza Taciaka była zapowiedzią powtórzenia sukcesu z 2013 roku. Kolejne dwa czasy podczas jazdy indywidualnej wykręcili jego koledzy z teamu Maciej Paterski i Niki Mihaylov.

Popołudniowy królewski etap stanowił natomiast kwintesencję kolarstwa. Piękna pogoda, tłumy kibiców na starcie i mecie sprawiły, że Karkonosze stały się stolicą polskiego kolarstwa. Start 6. etapu BTK wytyczony w Piechowicach, a metę po blisko 90-kilometrach w Karpaczu. Po drodze organizatorzy zaplanowali cztery wspinaczki. Najwięcej emocji przyniosła Przełęcz Kowarską, gdy z przodu znalazł się znakomity czasowiec i dobry góral Łukasz Bodnar. Zawodnik Verva ActiveJet zdecydował się na śmiały solowy rajd i do powodzenia zabrakło mu jakieś 2-kilometrów, ponieważ w grupie faworytów mordercze tempo narzuciła drużyna CCC Sprandi Polkowice, która koniec końców zdominowała ostatni dzień zmagań, ponieważ po ostatni sukces etapowy sięgnął Maciej Paterski. Dodatkowo pomarańczowi byli bezkonkurencyjni w klasyfikacji generalnej, a także drużynowej.

Podsumowując 24. edycja Bałtyk-Karkonosze Tour pokazała jasno, że polskie zespoły potrafią zgotować wspaniałe widowisko mimo całej rzeszy gości za granicy. Zarówno ekipa CCC Sprandi Polkowice i Verva ActiveJet, jak również kontynentalny Domin Sport był w stanie wziąć odpowiedzialność za kontrolowanie wyścigu, a swoją siłę podopieczni Roberta Krajewskiego oraz Piotra Kosmali pokazali w najważniejszym momencie wyścigu, gdy przyszły góry. Ten wyścig jest także wyjątkowy pod względem organizacyjnym, ponieważ jako jedyna impreza w Polsce przebiega od morza do gór, a dodatkowo jako najdłuższa, po Tour de Pologne etapówka dostarcza najwięcej trudności i pokazuje prawdziwą siłę oraz potencjał naszych drużyn, który jest ogromny.

Twoja ocena:

 

Średnia ocena:

głosów: 4

Nie ponosimy odpowiedzialności za treść komentarzy

Sondaż
Czy uważasz, że Tour de Pologne kobiet to dobry pomysł?
Tak, to znakomity pomysł, dzięki któremu kolarstwo kobiet w Polsce wiele zyska! Nie wiem, wszystko zależy jakie gwiazdy będą przyjeżdżać do Polski... Nie, ale tylko dopóki nie wejdzie do kalendarza najwazniejszych wyścigów kobiet na świecie To się nie uda