Forum Dołącz do nas - zarejestruj się! Uwaga! Ten serwis używa cookie -więcej-
» Mini-blog

s24.pl > Kolarstwo > Mini-blog

Źródło:  "s24.pl"
Poniedziałek, 14 marca 2016

s24.pl/Sebastian Frej "Zrobiliśmy to - całym zespołem!"

(Fot. s24.pl/Sebastian Frej)

Mini-blog Natalii Rutkowskiej (TKK Pacific Toruń):


Witam wszystkich! Swoją wypowiedź zatytułuję tak: "niemożliwe stało się możliwe"! Do tego jak najbardziej trafne jest stwierdzenie: "póki walczysz, jesteś zwycięzcą" i tego się trzymam!

Za mną bardzo ciężki i pełen napięć okres w moim życiu i niezwykle ważny moment w życiu kolarskim… może piszę ten tekst z opóźnieniem, ale gdy emocje związane z ostatnią walką (trwającą od Mistrzostw Europy w Grenchen, po których byliśmy grupą na krawędzi istnienia, do ostatnich Mistrzostw Świata w Londynie) opadną, to czujesz się, jakby stado słoni przeszło się po tobie... spać nie możesz, boli dosłownie każda komórka ciała, nie masz siły, czujesz, że na każdym starcie dawałaś z siebie 100% - łzy w oczach masz za każdym razem, jak to wszystko sobie przypominasz! Broń Boże to nie jest żalenie się!


Koniec-końców wyszliśmy z tego jeszcze silniejsi - my, zawodniczki i nasz trener Grzegorz Ratajczyk, który zniósł dzielnie różne przeciwności, o którym mało co się pisze, który dał nam dużo wiary i poświęcił ogrom czasu! Teraz bez żadnych barier będziemy mogli ciężko pracować, szykować się do najważniejszego celu!

To był okres pełnej mobilizacji i pełnej determinacji, a w głowie świtał jeden cel: "ZDOBYĆ KWALIFIKACJE OLIMPIJSKIE", który dźwięczał podczas startów we wszystkich Pucharach Świata i Mistrzostwach Świata.

Zacznę może od Torowego Pucharu Świata w Hong Kongu, czyli od stycznia; był on bardzo trudny, w pewnym sensie przełomowy; pokazał naszą wolę walki i determinację drużyny - zdecydowanie wróciliśmy z tarczą! Pokazał też (zweryfikował), kto oddał duszę i ciało dla zespołu… wchodząc do finałowej ósemki pokazałyśmy, że nie składamy broni (wielkie dzięki za walkę dla młodziutkiej Justyny Kaczkowskiej oraz młodziutkiej duchem Edzi Jasińskiej :-).

Po takiej dawce mobilizacji wróciłyśmy na kilka dni do domu, to był czas na poukładanie myśli i krótki odpoczynek... i dalej do pracy! 25 stycznia wyjechałyśmy na 3 tygodnie zgrupowania na Teneryfę (El Teide - 2100 m n.p.m.) - pod koniec, którego zaczęliśmy fazę BPS. To było 21 dni bardzo ciężkiej pracy. Udało nam się zrealizować praktycznie 100% planu, co w normalnych warunkach panujących wtedy w Polsce byłoby niewykonalne. 15 lutego wróciliśmy na tor do Pruszkowa i weszliśmy już w treningi specjalistyczne, typowo pod kątem drużyny.

W dniach 20-21 lutego wzięłyśmy udział w torowym Pucharze Polski. Traktowałyśmy go szkoleniowo. Był on dobrym przetarciem przed zbliżającymi się Mistrzostwami Świata. Mimo, że start przypadał na 6.-7. dzień po zjeździe z wysokości (na które w teorii przypada zniżka formy), pokazałyśmy się z dobrej strony. Konkurencje indywidualne, a w szczególności 2 km pokazały, że wszystkie jesteśmy na dobrym, mocnym i równym poziomie, a wyścig punktowy to, że potrafimy razem dobrze ze sobą współpracować. Start ten był dobrym prognostykiem.

Po PP spędziliśmy jeszcze kilka dni treningowych na torze i to już z Eugenią Bujak, która przyjechała specjalnie, by wzmocnić nasz zespół i pomóc nam zdobyć kwalifikacje do RIO - za co jej serdecznie dziękujemy! Mimo przerwy, "Gienia" znakomicie wpisała się w zespół: zarówno technicznie jak i dając nam dużo wiary, ciepła i dobrych słów :-)

25 lutego mieliśmy lot do Londynu - pierwsze treningi były spokojnie - zapoznanie z torem, przede wszystkim wyczucie nośności, wczucie się w tor, dobranie obrotu (biorąc pod uwagę obecność dwóch dziewczyn z szosy, trzeba było zoptymalizować obrót unikając ryzyka). Muszę przyznać, że większość treningów "szło koncertowo", czasy na rundę 15,9 /15,8 sek. były swobodnie wykręcane, jak nigdy... już na treningach widać było, że trener Grzegorz dobrze nas przygotował! Na kilka dni przed startem dołączyła do nas jeszcze Katarzyna Pawłowska, która zawsze była bardzo dużą podporą dla naszego zespołu - ostatnie treningi jeździłyśmy już w pełnym składzie :-) Dobra dyspozycja, dobre samopoczucie oraz dwa "czarne konie" podniosły do maximum naszą pewność siebie.

Dzień startu to pełna koncentracja każdej z nas! Liczyło się wszystko - każdy szczegół: rozgrzewka, nastawienie, przygotowanie mentalne… stres był ogromny! Żadna z nas chyba nie była do końca sobą - nogi się trzęsły! To była walka o wszystko, walka o dalsze szkolenie, o to, czy w ogóle będziemy istnieć! Koniec tego, co kochamy, koniec tego, o co walczyłyśmy na maxa przez ostatnie pół roku (5 miesięcy w niepokoju i na najwyższych obrotach), koniec naszej kochanej drużyny, do której jesteśmy poniekąd stworzone... NIE WYOBRAŻAŁAM SOBIE TEGO!!!

Ten bieg był jeszcze o tyle trudny, że trzeba było pojechać go rozsądnie, "z głową" - dobre rozkręcenie, nie za mocna i nie za słaba 2. runda oraz następne rundy nakręcające bez wychodzenia skokiem czy drastycznej zmiany tempa. Muszę przyznać, że stojąc na starcie w pierwszym biegu, decydującym o kwalifikacji olimpijskiej, czułam ogromny stres, ale też dziwny spokój i wiarę w sukces. Pamiętam, że startując z trzeciej zmiany popatrzyłam (na 20 sek. przed startem) w dół - widziałam trenera, który schodził na trotuarek (na swoje miejsce, z którego nas "prowadził"), Edzię i Gienię, Kasię obok mnie - przez co poczułam wewnętrzny spokój i pewność, że "zrobimy to"! Wiedziałam, że jadę z profesjonalistkami. Nie wiem, ile trwało to odczucie, miałam wrażenie, że bardzo długo...

START! I już niewiele pamiętam, byłam całym ciałem i umysłem w trybie drużyny, na sosnowych deskach, walcząc z bólem i upływającym czasem... pierwsze rundy szły "dębowo", jakbyśmy nie mogły przebić się przez jakąś barierę; pod koniec "szło" znacznie lepiej, dało się wyczuć trochę większy luz. Kiedy wszystkie drużyny przejechały dystans i było jasne, że "mamy to", cały stres i napięcie zeszło, poczułam ulgę i napływające łzy. Od razu stanęło mi przed oczami te pół roku, ten ogrom pracy! Te nikłe procenty szansy, ale też wszyscy, którzy w nas głęboko wierzyli, modlili się za nas i trzymali kciuki do końca!!!

Zrobiliśmy to - całym zespołem!

Z tego miejsca chcę podziękować za te kilka procent szansy, które dały mi 1000 % mobilizacji! Na każdym ważnym starcie dawało mi to dodatkowe kilka watów mocy! Ogromne podziękowania należą się Prezesowi Polskiego Związku Kolarskiego WACŁAWOWI SKARULOWI - za wiarę w nas i dużo dobrych słów! To nieocenione wsparcie w tym trudnym okresie!

Myślę, że największe podziękowania (bezdyskusyjnie!) należą się człowiekowi, który jest z nami na dobre i na złe, który w nas głęboko wierzy, który nawet przez chwilę w nas nie zwątpił, który walczy z nami do końca, mobilizuje nas i nie pozostawił w sytuacji pozornie patowej... jest to nasz KOCHANY trener Grzegorz Ratajczyk!!! Twórca wielu sukcesów kobiet na torze, osoba, która dzielnie znosi pracę z kobietami (co nie jest łatwe), człowiek skromny i waleczny!

Kolejne podziękowania należą się osobie, dzięki której wróciłam do swojego poziomu - jestem na nowo "fighterem" (co było zawsze w mojej naturze), pragnącym ścigania i bezpośredniej rywalizacji! Gdyby nie On, na pewno nie byłoby mnie tu i teraz! Dzięki niemu 1,5 roku temu wyszłam na "prostą" i teraz jest tylko coraz lepiej; myślę tu o Panu dr MARKU GRACZYKU - Doktorze, żadne słowa nie są w stanie wyrazić wdzięczności za trud włożony w wyłuskanie ze mnie prawdziwego Wojownika! Dziękuję!

Gdyby nie nasz wspaniały fizjolog, MICHAŁ GARNYS z 4 SPORTLAB, z którym cały czas współpracowaliśmy podczas zgrupowania na wysokości i BPS-u, nie mielibyśmy takiej kontroli nad przyswajaniem intensywności/objętości treningowej, nie stworzylibyśmy zespołu na równym, silnym poziomie! Dziękujemy za monitoring i cenne uwagi!

Dziękuję również wszystkim tym, którzy trzymali za nas kciuki, dobrze nam życzyli, a przede wszystkim tym, którzy się za nas modlili! Te Mistrzostwa Świata pokazują, jak duża jest moc modlitwy!

Na pewno te Mistrzostwa zapadną na długo w mojej/naszej pamięci...

Pozdrawiam - Natalia Rutkowska z Torówkami

Twoja ocena:

 

Średnia ocena:

głosów: 5

Nie ponosimy odpowiedzialności za treść komentarzy

Sondaż
Czy uważasz, że Tour de Pologne kobiet to dobry pomysł?
Tak, to znakomity pomysł, dzięki któremu kolarstwo kobiet w Polsce wiele zyska! Nie wiem, wszystko zależy jakie gwiazdy będą przyjeżdżać do Polski... Nie, ale tylko dopóki nie wejdzie do kalendarza najwazniejszych wyścigów kobiet na świecie To się nie uda